Menu

Niepublikowane dotąd wspomnienia ojca Aleksego Witka z okresu okupacji niemieckiej w Rychtalu z lat 1940 - 1945

Ojciec Aleksy Witek

In nomine Domini!

  Nie mam zamiaru opisywać długiej i szczegółowej kroniki, bo trudno byłoby wszystko to ująć, co się w tych 5-ciu latach strasznej wojny i germańskiej okupacji działo. Wspomnę między innemi tylko osobiste przeżycia i spostrzeżenia. Najpierw króciutki mój życiorys. Ks. Witek Aleksy, syn śląski, misjonarz ze zgromadzenia O.O. Oblatów Marji Niepokalanej, ur. 20 lipca 1913 roku w Goli, pow. Kępno, wyświęcony w Obrze/Wolsztyn w czerwcu 1938 roku, Jego Eksc. Ks. Biskup Dymek. Pierwszy rok wojny przeżyłem w nowicjacie O.O. Oblatów w Markowicach/Inowrocław, – pod ciągłym nadzorem t.zw. Gestapo – tajnej policji niemieckiej, gdzie księża pracować musieliśmy przy burakach cukrowych. Zmuszony zaś iść do domu, miałem dalej pracować u ojca na roli. Wkrótce jednak potem, zaangażował mnie do pracy w parafji Rychtal i Krzyżowniki, zacny kapłan, ślązak, administrator Rychtala – a obecnie proboszcz we Włoszakowicach (po germ. Lorzendorf) (obecnie Woskowice Małe – aut.) Przew. Ks. Jan Snurawa. Niedługo jednak był w Rychtalu. Przez swoją gorliwość i poświęcenie dla Polaków, zraził sobie władze t.zw. „Warthegau” – tworu jaki Niemcy stworzyli z poznańskiego. Musiał wnet ustąpić i wracać do „Altreichu”. Wielkie tu jednak położył zasługi na polu duszpasterskim. Ja, jako jego uczeń i następca, objąłem parafję Rychtal – Krzyżowniki, dnia 1 sierpnia 1940 roku, w charakterze administratora obojga parafji plus parafję Trzcinica – Laski i Mroczeń. Nie zwolniłem bynajmniej nic i z gorliwości i poświęcenia mego zacnego poprzednika. We wszystkie niedziele i święta trinowałem, do tego 3 kazania, śpiewy i popołudniowe nabożeństwa. „Omnia naturaliter in lingua germanica”. Szpiegowany człowiek był na każdym kroku. Dwa razy miałem w Łodzi u „Gestapo” przesłuchy z powodu śmiesznych doniesień hitlerowskich pachołków. Np. że pozdrawiam po polsku, że chrzczę i chowam Polaków, że zakazuję ludziom w niedziele pracować, itp. Na wszystko dało się jakoś odpowiedzieć. Mimo tego wszystkiego, mimo ostrych kar i przepisów udzieliłem w tym czasie w ukryciu, przeważnie po domach 65 chrztów polskich dzieci, 32 śluby. Setki ludzi zaopatrzyłem na śmierć, przeważnie wieczorami i nocą, oraz przeszło 120 dzieci polskich przyjąłem do I – szej Komunji św. Razu pewnego zdarzył się ciekawy wypadek. Było to we Wielkim Buczku, na gwiazdkę 1941 roku. Wcześnie rano na pasterce, policja niemiecka otoczyła kościółek, by wychwytać wszystkich Polaków. Zorientowałem się szybko. Puszkę z Przenajświętszym Sakramentem dałem ministrantom, którzy przeskoczywszy przez płot, donieśli mi ją do powózki. Sam zaś po cywilnemu, na obcy wykaz, wyszedłem z Kościoła i pojechałem. Oni zaś jeszcze długo na mnie czekając, pytają: „Wo ist der Pfarrer?...” Tymczasem ksiądz już był dawno za górami. Jednak zamknięto kościółek na przeszło 1,5 roku. Tak wlokły się miesiące za miesiącami, rok za rokiem niewoli, pod straszną i bezwzględną okupacją. Każdy dzień przynosił nową niespodziankę, aż nadszedł pamiętny dzień ucieczki Niemców, popłochu i oswobodzenia przez Czerwona Armję „ze wszystkiego” – 19 i 20 stycznia 1945 roku. W piątek po południu o godz. 3 zaskoczyła wszystkich I – sza czołówka rosyjska. W tej samej nocy wycofała się na Buczek W. bo w Rychtalu zjawiły się 3 – 4 kompanje niemieckie. Z soboty na niedzielę, rozpoczęła się właściwa bitwa i strzelanina, która trwała do niedzieli południa. Sam byłem w Rychtalu i przeżywałem te straszne godziny w sklepie na probostwie. Przy zapalonej gromnicy, gotowaliśmy się kilkakrotnie na śmierć. Czołgi rosyjskie ostrzeliwały miasto od strony cmentarza i dworca, który spalili, niemieckie zaś od strony Głuszyny. Wszystkie zaś strzały armatnie i czołgowe skierowane były na wieże kościelne jako punkty obserwacyjne i krzyżowały się. Trwało to do niedzieli południa. Nadomiar tego przyjechały jeszcze w samo południe bombowce niemieckie. Stoczone wielką 3 – godzinną bitwą powietrzną nad Rychtalem. Zestrzelono kilkanaście germańskich bombowców, a radzieckich kilka musiało przymusowo lądować. Jedną trzecią Rychtala zniszczono lub spalono. Najwięcej ucierpiały kościół – wieża, szpital, szkoła, wschodnia i zachodnia część miasta. Przedpola Rychtala były zasłane kolczastemi drutami, autami rozbitemi, wozami i trupami. W tydzień potem, chowałem na cmentarzu katolickim w Rychtalu 91 trupów, przeważnie żołnierze i robotnicy niemieccy z (Barthold Unternehmen), Włosi z (Badoglio – oddziałów) t.zw. „Schwarzmeer – Deutsche” i kilku obywateli rychtalskich. Wszyscy zostali pochowani w jednym wspólnym grobie. W Krzyżownikach pochowałem w kilka dni później, na nowym cmentarzu 45 trupów tej samej kategorji. Nadto spalono w Krzyżownikach probostwo, szkołę i wielką barakę dla robotników włoskich. Wreszcie nastał okres wesołych ale i smutnych czasów. Okres grabieży, aresztowań, niepewnego jutra. 3 – ego maja 1945 roku poddał się Berlin. 8 – ego zaś maja skapitulowały całe Niemcy. I odtąd z dnia na dzień czekają wszyscy na upragniony pokój, wolność i niepodległość. Rychtal odbudowuje się szybko. W ogrodzie proboszczowskim stoją 2 duże baraki, dla t.zw. „Volksdeutscherów” z całej niemal okolicy, którzy tu odbywają swój czyściec i pomagają mocno przy odnowieniu wieży kościelnej. należy zaznaczyć, że z początkiem marca 1945 roku wrócił z wygnania, mianowany przed wojną ks. proboszcz Roman Ziembiewicz i objął odtąd urzędowanie. Ja, zaś zostałem tymczasowym wikariuszem na tym terenie. I odtąd pracujemy zgodnie w dwójkę na naszych rubieżach zachodnich, by rozbudzać w wiernych miłość Bożą, bliźnich i ojczyzny. Jaka była pogoda w maju 1945 roku?... I – sza połowa maja bardzo ładna i ciepła. Druga natomiast bardzo zimna, dżdżysta, dużo opadów – deszczów. Żyto w tym roku bardzo słabe i niskie. Za to oziminy i okopowe bardzo dobrze się zapowiadają. Panuje prawie wszędzie dowolny handel, więc i ceny są dowolne i bardzo wysokie. Np. 1 metr mąki pszennej kosztuje 3000 zł, wino mszalne, oraz kilo świec kosztuje 300 zł plus trochę okrasy. Litr spirytusu do picia – 900 zł. Zapałki 8 zł, etc. Jak przedstawia się parafja i gmina Rychtal?... Parafja Rychtal i parafja Krzyżowniki (po śmierci ks. dziekana Pawła Poledni) były przez całą wojnę i są jeszcze dzisiaj razem połączone. Proboszczem administratorem na cały ten teren jest Przewielebny ks. Roman Ziembiewicz, wikariuszem ks. Aleksy Witek O.M.N. Filje należące do tych dwóch parafji są: Wielki Buczek i Proszów. Jest w zamiarze rozbudowanie kościółka w Buczku Wielkim, ponieważ okazuje się za mały. Ludek jest na ogół dobry, ofiarny i bardzo przywiązany do Kościoła. Kierownikiem Gminy, za zarazem wójtem jest p. Antoni Długaszewski, kierownikiem szkoły p. Czesław Ławniczak, organistą p. Antoni Urbański.Okoliczni księża: w Kępnie ks. prob. Nowacki, wikariuszem i zarazem katechetą w państwowem gimnazjum ks. Klemens Darmas, dziekanem jest przewielebny ks. Franciszek Bromm z Nowej Wsi Książęcej, w Trębaczowie jest ks. prob. Zbigniew Wroniewicz, w Trzcinicy ks. prob. Edward Jasiak.Tyle co do kościoła, miasteczka i okolicy Rychtala – pro aeterna rei memoria!!!

Rychtal dnia 24 maja 1945 roku. Ks. Witek Aleksy O.M.N. wikarjusz    

( Przepisał zgodnie z oryginalną pisownią Maciej Oscenda) 

Dzisiaj jest

piątek,
22 września 2017

(265. dzień roku)

Zegar

Liturgia słowa

Czytania:

  • Ewangelia:

Polecamy strony

Licznik

Liczba wyświetleń:
2893701

Wyszukiwanie