Menu

Sakrament Małżeństwa

Przygotowanie do Sakramentu Małżeństwa tzw. kurs przedmałżeński dla dorosłych odbywa się kilka razy w roku w Trzcinicy dla narzeczonych z całego dekanatu i trwa przez 4 kolejne niedziele ( początek godz. 15.30 ). Poradnictwo rodzinne czynne jest w parafii w Trzcinicy przez cały rok w 2 i 4 czwartek miesiąca o godz. 18.30. Można też uczestniczyć w kursie i poradnictwie w innych miejscowościach np. w Kępnie lub Namysłowie, gdzie odbywa się on znacznie częściej. Bierzmowanie dla osób dorosłych ma miejsce w katedrze w Kaliszu kilka razy w ciągu roku, po uprzednim przygotowaniu kandydata przez proboszcza parafii i wystawieniu odpowiedniego zaświadczenia. Tel. do proboszcza w Rychtalu 62 78 16 031

Małżeństwo idealne – istnieje czy nie?

Małgorzata Rybak

Aleteia.pl

Małżeństwo – oczekiwania kontra rzeczywistość

„Mój mąż to anioł” – mówi jedna kobieta do drugiej. Tamta jej przytakuje: „Mój też nie mężczyzna!”. Często po latach małżeństwa żony potrafią, jak w tym dowcipie, głównie narzekać, jak bardzo mąż nie spełnił ich oczekiwań (w przypadku pierwszej rozmówczyni – jeszcze gorzej, jeśli spełnił i nosi niechcianą łatę kogoś idealnego). Co takiego dzieje się po ślubie, że wyczekiwana idealna przyszłość z idealnym partnerem po prostu nie nadchodzi?. Prowadząc kiedyś spotkanie dla małżeństw, zilustrowałam tę transformację dwoma slajdami: na jednym była Disney księżniczka i książę z bajki, piękni i szczęśliwie w sobie zakochani, a na kolejnym – ropucha. Jak gdyby pocałunek miał odwrotne działanie niż w bajce o królewnie czy królewiczu zamienionym w żabę. Tu „pocałunek” – wejście w związek małżeński – sprawia, że druga strona staje się kimś, kto rażąco odbiega od wizerunku sprzed ślubu. Nazwaliśmy ten proces po prostu rozczarowaniem.

Zmiana po ślubie

Kłopot polega na tym, że winą za przemianę w kogoś innego (czytaj: „gorszego”), niż był czy była na początku, obarczamy tę drugą stronę. W paczce naszych przyjaciół, z którymi wchodziliśmy w samodzielne życie z duszpasterstwa akademickiego, i zaręczaliśmy się, a potem bawiliśmy się na swoich ślubach i na świat przychodziły dzieci – ukuło się powiedzenie „oszustwo matrymonialne”. Żartobliwe oczywiście, ale wiadomo, o co chodzi: druga strona okazała się nie być tak fantastyczna, jak nam się wydawało. Jasne, że dopiero w relacji bliskości i zależności pokazujemy wszystko, czego nauczyliśmy się o relacjach w swoim domu – i ujawniają się te cechy charakteru i zachowania, dla jakich wcześniej nie było miejsca. I jasne, że nie jest idealnie także dlatego, że w codziennym życiu łatwo wpaść w rutynę i starać się o związek mniej. Naprawdę jednak za nasze rozczarowanie w największym stopniu odpowiada… samo zakochanie. Szekspir pisał w „Śnie nocy letniej” – i jest to jeden z moich ulubionych cytatów z jego sztuk – że poeta, szaleniec i zakochany żyją w świecie wyobraźni i postrzegają go przez jej pryzmat. Ten ostatni, zakochany – „widzi piękną Helenę w obdartej Cygance”. Wojtyła nazwał to zjawisko idealizacją. To o niej mówi w „Miłości i odpowiedzialności”, opisując stan zakochania.

Wszystkiemu winne zakochanie

Idealizacja sprawia w nas kilka rzeczy. Nie tylko wyolbrzymia zalety drugiego, czyniąc je dominującymi. Wysłał SMS-em wierszyk? „To poeta!”. Nieważne, że nie zna ortografii, a maturę z polskiego ledwo zdał. Wygląda pięknie w tej sukience? „Zjawiskowa!”. To nic, że na co dzień woli dżinsy. Zakochanie potrafi też zamieniać wady w zalety, bo one bardziej pasują do naszego idealnego obrazu drugiej osoby. Zaklął jak szewc. „O matko, jaki on zdecydowany! Przy nim można się poczuć bezpiecznie”. A jeśli będzie klął przy każdej pracy domowej, bo taki jest jego język? Na jej biurku leży stos książek i papierów. „Ona jest taka twórcza, że nie widzi świata wokół siebie”. Czy tak samo będziesz myślał, gdy nieład w domu sparaliżuje jego codzienne funkcjonowanie i nie znajdziesz w niej partnera do porządków? Zakochanie również tworzy w naszej wyobraźni cechy, których druga osoba po prostu nie ma i nie będzie mieć. Ale podejrzewamy, że są schowane, a czas pomoże im się ujawnić (albo też my, przy odrobinie pracy, je wydobędziemy na światło dzienne!).

Mój ideał

Skąd się biorą te idealizacje? Każdy tworzy je sam. Jakąś część wnosi dom rodzinny – albo ideałem jest mama albo tata, i podobnej osoby szukamy, albo przeciwnie, dom był doświadczeniem tak trudnym, że mamy w głowie zestaw zalet, które są nieodzowne do zbudowania zupełnie innej jakości w naszej własnej rodzinie. Idealizacje karmią się także naszymi deficytami – im bardziej jesteśmy poranieni, tym szybciej, przy odrobinie czułości, okazanej przez drugiego człowieka, możemy stracić z oczu prawdziwy obraz drugiej osoby (a nawet wejść w związek destrukcyjny, w którym jesteśmy używani czy po prostu traktowani źle). Kultura wokół nas także podsyca idealizacje. Odrealnione oczekiwania względem wspólnego życia sączą w nas komedie romantyczne, reklama, w której występują idealne kobiety i mężczyźni czy media społecznościowe, które pokazują fantastyczne związki celebrytów (jeśli kończą się krachem, jest on równie spektakularny, jak roztaczane wcześniej wizje szczęścia). Po sieci krąży cała masa memów, mówiących o tym, co robi kochający mężczyzna, a co kochająca kobieta. Często tak potwornie mijają się ze zdrowym rozsądkiem, że aż trudno zrozumieć entuzjazm, z jakim są powszechnie przyjmowane. Życie we dwoje jawi się jako niekończące się śniadania podawane do łóżka i romantyczne kolacje, seks trzy razy dziennie, listy, telefony i trzymanie się za ręce; myślenie ZAWSZE o drugiej osobie, uchylanie jej rąbka z nieba. I choć pielęgnowanie związku wymaga starań – i pomoże mu trzymanie się za ręce nawet po latach spędzonych w małżeństwie – codzienność składa się z wielu odmian szarości: pracy, wyzwań, kłopotów i radości, które trzeba się nauczyć przeżywać razem z prawdziwym człowiekiem, który jest obok. Nieidealnym, zranionym i słabym, mimo zapewne mnóstwa zalet.

Decyzja o życiu z realnym człowiekiem

Co zrobić ze swoimi idealistycznymi oczekiwaniami? Podjąć decyzję, że biorę za męża/żonę realnego człowieka: ze wszystkim, kim jest. Dostrzegać po ślubie najpierw dobro. Zrezygnować z hegemonii „ja”, według której drugi człowiek będzie najlepszy, jeśli będzie tak doskonały, jak ja albo jeśli spełni moje wizje, jaki MA BYĆ – bo to niesprawiedliwe i nie działa. Widzieć własne wady i pozwalać je mieć także drugiemu. Szukać tego, co łączy. Ks. Jarosław Szymczak, specjalista od małżonków, z którym pracowałam przez kilka dobrych lat, powiedział kiedyś, że wiadomo, że w małżeństwo wchodzą ludzie niedojrzali. I teraz chodzi o to, by razem dojrzewać. Myślę, że to dojrzewanie dokonuje się w cudownej zwykłości życia.

Pracę z idealistycznymi wizjami przed ślubem i po ślubie proponują programy warsztatowe Fundacji Pomoc Rodzinie, które gorąco polecam. Małgorzata Rybak

Konsekwencje, jakie wypływają z faktu wspólnego zamieszkania bez Sakramentu Małżeństwa.

Sytuacja taka sprawia, że przy spowiedzi wraz z żalem za grzechy trzeba wyrazić decyzję o oddzielnym zamieszkaniu. Dlaczego? Ponieważ wspólne zamieszkanie jest uznawane jako trwanie w notorycznej okazji do grzechu. Dlatego zwykle w takich sytuacjach spowiednik pyta o decyzję, czy penitent/penitentka jest gotów zamieszkać oddzielnie ze swoim partnerem. Jeśli odpowiedź brzmi „Nie” – wówczas kapłan nie może udzielić rozgrzeszenia, ponieważ nie ustaną okoliczności sprzyjające grzechowi, a co za tym idzie, nie ma gwarancji, że decyzja o nawróceniu jest autentyczna. A zatem to ostatecznie penitent decyduje o tym, że nie chce/nie może przystąpić do Komunii św., ponieważ nie chce zerwać z grzechem. Do tego dochodzi jeszcze sytuacja zgorszenia. Gdyby nagle taka osoba przystąpiła do Komunii św., a wiadomo o niej, że żyje z kimś bez ślubu, ludzie odebraliby to jako poważne nadużycie sakramentu, jako zgorszenie. Kapłan może też odmówić rozgrzeszenia osobie, która nie mieszka wprawdzie z partnerem, ale spowiada się, że regularnie współżyją ze sobą i w żadnym wypadku nie ma zamiaru tego zmienić. W tej sytuacji również brak woli zerwania z grzechem ciężkim pozbawia możliwości uzyskania rozgrzeszenia. Jeśli osoby zamieszkujące razem nie mają przeszkód, aby zawrzeć związek małżeński, bo żadna z nich nie jest po rozwodzie albo w separacji, to najprostszym wyjściem jest uregulowanie sytuacji, tzn. zawarcie małżeństwa. Wówczas droga do sakramentów będzie otwarta. Jeśli jednak osoby takie nie są jeszcze gotowe na zawarcie małżeństwa, bo na przykład studiują, nie pracują i nie stać ich na samodzielne utrzymanie, wówczas jedynym uczciwym wyjściem pozostaje rezygnacja ze wspólnego zamieszkania, ale również podjęcie decyzji o życiu w czystości. Bardzo ważna jest tu również rola najbliższego otoczenia, zwłaszcza rodziców młodych ludzi. Wypadałoby, aby czuli się odpowiedzialni za wychowanie swoich dzieci „do końca”, tzn. również na etapie ich dorosłego życia, choć może jeszcze nie w pełni samodzielnego. Z jednej strony ta odpowiedzialność powinna wyrażać się w tym, że mówią swoim dorosłym dzieciom prawdę – że robią źle, żyjąc niemoralnie, bez ślubu, jak ludzie pozbawieni zasad chrześcijańskiego wychowania. Oczywiście, że samo powiedzenie takiej bolesnej prawdy swojemu dziecku musi być przepełnione rodzicielską miłością i troską o niego. Niemniej musi to być komunikat wyraźny, niedwuznaczny, aby nawet dorosłe dziecko wiedziało, że postępuje źle i że jego postawa nie jest akceptowana przez rodziców. Duży błąd popełniają rodzice, którzy po cichu tolerują, przymykają oko na fakt, że ich dziecko żyje z drugą osobą bez ślubu. Może nawet opłacają mieszkanie synowi lub córce albo tolerują życie dziecka z jego dziewczyną/chłopakiem pod dachem własnego domu. W ten sposób sami również czynią się odpowiedzialnymi za grzech swojego dziecka. Ks. Dariusz Salamon SCJ ( Katolik.pl )

Ślub a może związek partnerski?

Nie wiadomo dokładnie, ilu młodych ludzi wybiera zamiast związku małżeńskiego mieszkanie bez ślubu. Jedni liczą ich w setkach tysięcy na wiele milionów małżeństw, inni mówią, że jest ich więcej. Na pewno w Polsce sporo par żyjących razem decyduje się na małżeństwo. Ale w młodym pokoleniu trwałość i wartość małżeństwa poddawana jest coraz częściej w wątpliwość. Dlaczego tak jest? Socjolodzy mówią, że zjawisko to ma związek z liberalizacją postaw, łatwą dostępnością środków antykoncepcyjnych, akceptacją społeczną dzieci pozamałżeńskich, spadkiem autorytetu Kościoła, kryzysem rodziny. Konkretne pary żyją bez ślubu, bo po prostu są zwolennikami wolnych związków. Inni nawet uważają się za wierzących, ale nie akceptują nauczania Kościoła. Mówią: jesteśmy wierzący, ale księża nie mogą wtrącać się w to, z kim i kiedy mieszkamy i sypiamy. Według socjologów inną przyczyną bycia w wolnym związku jest wpływ mediów. Aktorzy, piosenkarze, ludzie z pierwszych stron gazet rzadko mówią o długoletnich związkach małżeńskich, wiernych żonach i mężach. Coraz częściej opowiadają o tzw. partnerach życiowych, czy zdradach małżeńskich. Wpływ na postawy młodych mają też ich obserwacje rodzin w dzieciństwie. Pewna para przyznała: mieszkamy razem, bo po prostu wtedy łatwiej zapłacić czynsz, rachunki. Innych połączyło pojawienie się dziecka, ale nie zdecydowali jeszcze o ślubie. Może pobiorą się w przyszłym roku. Ktoś inny tłumaczy konkubinat tym, że chcą się nawzajem sprawdzić, chcą sprawdzić swoją miłość. Ale czy to da im gwarancję trwałego związku nie wiedzą. Dzisiaj są takie czasy, że ludziom nie chce się podejmować decyzji wiążących na całe życie. Ogromny jest z tym problem. Nie mają przeszkód, by zawrzeć sakramentalny związek małżeński, a jednak czekają z decyzją. Zdarza się, że pytają: dlaczego nie możemy otrzymać rozgrzeszenia w czasie spowiedzi, nie możemy przyjąć Komunii Świętej? Nie mogą, bo sakrament pokuty zakłada zerwanie z grzechem, żal za grzechy i postanowienie poprawy. Kościół ich nie odrzuca, nie zamyka przed nimi drzwi, tylko czeka na przemianę życia. Mogą uczestniczyć we Mszy św., modlić się i jeżeli poważnie traktują te znaki wiary wejść na drogę małżeństwa. - Do kościoła jednak w większości nie chodzą. Nie widzą swojego życia w perspektywie wiary. Są jednak tacy, którzy decydują się przyjąć dar małżeństwa, chociaż nikt nie dał im dokładnej recepty na szczęśliwy związek. Ważne dla nich jest również to, że ich wolę bycia razem aż do śmierci mogli wyrazić publicznie na oczach świadków, w obecności swoich rodzin i przyjaciół przed Bogiem. Ich zdaniem taka deklaracja, przysięga pieczętuje związek, ma pewną moc, a ci, którzy ją składają w obecności innych osób, robią to dlatego, że traktują związek poważnie. Jak mówią: Budujemy naszą teraźniejszość i przyszłość wspólnie - nie każdy dla siebie samego, ale już dla siebie nawzajem. Nie wyobrażamy sobie, byśmy teraz mieli rozdzielać  rzeczy i kłócić się, co jest czyje. Naszym zdaniem tworzenie małżeństwa i rodziny daje większą stabilizację i bezpieczeństwo dzieciom, po to wzięliśmy ślub.

Zdjęcia ślubne nauczyciela rychtalskiej szkoły  Franciszka Majchrzaka i Jadwigi zd. Grześniak. 18 czerwca 1946r.

Nieznani małżonkowie z Rychtala na ślubnej fotografii.

Dzisiaj jest

piątek,
17 sierpnia 2018

(229. dzień roku)

Polecamy strony

Licznik

Liczba wyświetleń:
3435533

Wyszukiwanie